Czym właściwie jest miłość? To jedno z tych nieśmiertelnych pytań, na które nikt nigdy nie udzielił jednoznacznej i wiążącej odpowiedzi. Pomijając jednak wszelkie teorie mniej lub bardziej naukowe, ludowe mądrości, a zwłaszcza medialną „papkę” – można pokusić się o stwierdzenie, że to właśnie miłość jest główną siłą napędową wszechświata. Wszak to ona przecież jest podobno – jako jedyna – w stanie skutecznie stłumić wszelką nienawiść i zapobiec chociażby konfliktom wojennym.
„Make love, not war” – skandowały podczas marszu pokojowego w 1965 roku tłumy hippisów protestując przeciwko wojnie w Wietnamie. Wojna dobiegła końca wprawdzie dopiero 10 lat później, ale hasło poszło w świat. I coś w tym jest, bo to miłość i dbałość o potrzeby drugiego człowieka sprawia, że jak dotąd nie cofnęliśmy się do epoki kamienia łupanego w wyniku kolejnej globalnej wojny…
Próby zdefiniowania pojęcia „miłość” nie ustają. Wszyscy badacze zgadzają się chyba tylko w jednej sprawie, a mianowicie w tym, że jest ono próbą opisania pewnego rodzaju relacji międzyludzkich. Według amerykańskiego psychologa Roberta Stermberga miłość jest wzajemnym nakładaniem i przenikaniem się trzech czynników: intymności, namiętności i zaangażowania. Intymność – czyli bliskość – jest określeniem wszelkich pozytywnych uczuć związanych z „drugą stroną związku”. Zgodnie z ujęciem Stermberga można zaliczyć do niej na przykład poczucie szczęścia wywoływane w nas przez obecność „tej drugiej połowy”. Namiętność to – wbrew pozorom, nie chodzi tu o aspekt wyłącznie seksualny – po prostu dotyczące związku silne emocje, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Im większe jest ich natężenie, tym większa namiętność. Ostatni ze składników, czyli zaangażowanie, jest – w przeciwieństwie do pozostałych – wyłącznie świadomym wyborem nas samych. To decyzja o tym, czego chcemy i do czego dążymy. Jest bardzo ważnym elementem wpływającym na trwałość miłości.
Teoria Roberta Stermberga to tylko jedna z wielu prób usystematyzowania tematu. Diametralnie różne podejście do niego prezentował Erich Fromm, który twierdził, że miłość jest sztuką. Według niego drzemiąca w człowieku potężna siła miłości wymaga umiejętnego ujarzmienia i – tak jak w sztuce właśnie – by osiągnąć mistrzowski poziom kunsztu, należy najpierw bezbłędnie opanować teorię, a dopiero potem przystąpić do praktyki.
Froma definicja miłości jest dziś uznawana za jedną z najbardziej kompletnych, a jednocześnie uniwersalnych teorii. Na niej opiera się wiele innych prac i badań na ten temat. Powszechnie także uznaje się za trafny podział miłości zaproponowany przez niemieckiego filozofa. Wyróżnia on miłość braterską, matczyną, miłość samego siebie, miłość Boga i miłość erotyczną – przy czym ta ostatnia nie odnosi się wyłącznie do cielesności człowieka, obejmując zarówno zakochanie, jak i świadomą decyzję o zaangażowaniu w związek. Miłość według Ericha Fromma jest współcześnie jedną z pierwszych teorii o miłości przedstawianych studentom wszelkich kierunków humanistycznych.
Ale przecież człowiek to nie tylko aspekty duchowe. Równie ważna jest nasza fizjologia. Równolegle więc do wszelkiego rodzaju rozważań filozoficznych i psychologicznych – trwają intensywne badania procesów fizjologicznych zachodzących w naszym ciele, a związanych właśnie z odczuwaniem miłości. Co więcej – niektórzy przedstawiciele nauki twierdzą nawet, że miłość nie jest niczym więcej, jak tylko zwykłym zaburzeniem równowagi chemicznej w organizmie. Teoria taka nie ma jednak prawdopodobnie żadnych poważniejszych szans „samodzielnego istnienia”, sprawdza się jedynie doskonale jako „mechaniczne” wyjaśnienie funkcjonowania ludzkiej psychiki.
Teorie teoriami, definicje definicjami, a nauka nauką, ale nie wolno w tym wszystkim zapomnieć o tym, co jest przecież miłości i przedmiotem i podmiotem – o człowieku. Miłość instynktownie kojarzy nam się z uczuciem pomiędzy dwojgiem ludzi, pełnym romantycznych uniesień, cielesnych namiętności i braterstwa dusz, a często także wielkich poświęceń – jak w historii Romeo i Julii. Nic zatem dziwnego, że od zawsze największą popularnością cieszą się książki o miłości właśnie, filmy o miłości, zaklęcia – jakże by inaczej – miłosne, a nawet talizmany, afrodyzjaki czy tajemnicze eliksiry – mające zapewnić tę „miłość wielką i jedyną”.